L O A D I N G
blog banner

Zejść z utartego szlaku. Broumovske Steny.

na skróty

Planując wyjazd w miejsca ogólnie popularne, czasami warto przesunąć palec po mapie na atrakcję z kategorii “B” lub nawet “C”. Wybierając się w Góry Stołowe ta taktyka sprawdzi się doskonale. Przekonałem się o tym na własnej skórze w ubiegły weekend, który mimo, iż nie zapowiadał się na najpogodniejszy to w niedzielę, szczególnie o wschodzie, była prawdziwa petarda! Ciekawi? Zapraszam do lektury!

Na zachód. Na przekór prognozom.

Dla osób, które choć minimalnie liznęły temat meteorologii w naszym kraju przebieg frontów atmosferycznych jest często przewidywalny. W okresie letnim przemieszczają się one w większości z zachodu na wschód. Kierując się tą wiedzą i parszywymi prognozami dla okolicznych Beskidów postanowiłem skierować oczy na zachód. Tak, aby pojechać tam, gdzie deszcz już minął. Sudety, bo o nich mowa nie są bardziej czasowo oddalone od GOPu niżeli Tatry. Dzięki dobremu skomunikowaniu autostradą A4 wystarczy w sobotę wyruszyć o 7 spod bloku, aby już przed 10 wyruszyć na szlak.

korona
Szczyt Koruna – Świeżo po deszczu

Broumovske steny i nie tylko.

Nasz plan był niezobowiązujący. Za cel obraliśmy raczej zrobienie kilku zdjęć i zabawę sprzętem, niż kilometry. Bez spiny. Moim zamysłem było uchwycenie mgieł w skałach, które po deszczu powinny pięknie spowijać skalne ostańce. Wsadziliśmy do plecaków kilka (kolega raczej kilkadziesiąt) kilogramów sprzętu foto i ruszyliśmy w górę tuż po ustaniu opadów. Z Górnego Bożanowa gruntowa droga mająca znaczenie historyczne (ryciny na skałach z XIX w.) wiedzie ku przełęczy przy Machowskim Krzyżu (0:40h). Na przełęczy znajduje się wiatka i sam krzyż, za którym wkroczylibyśmy już na teren Parku Narodowego Gór Stołowych. Miło ze strony Czechów, że wiatki znajdziemy praktycznie na każdym rozwidleniu szlaków. Szlak czerwony odbija na północ, aby po kilku minutach wyprowadzić nas na kolejną przełęcz “Panóv kriz”(0:15h). Tam też, a jakże, wiatka. Pętla wokół Bożanovskiego Spicaka szlakiem żółtym dla wprawnego piechura nie przekroczy 30 min. Las skrywa wiele ciekawych formacji skalnych oraz “vyhlidek” z których roztaczają się piękne widoki na okolicę. Chcąc odwiedzić każde z tych miejsc wydłużymy spacer kilkukrotnie. Szlak żółty z “Panov Kriz” w drugą stronę prowadzi przez Junaczką Vyhlidkę, Sovi Hradek, aż do Zabiteho skąd aby wrócić do woza trzeba wdrapać się znów pod Machovsky Kriz (1:30h). Bardzo przyjemna rodzinna trasa niewymagająca szczególnej kondycji. Polecam!

 

Junackowa Vyhlidka
Junackowa Vyhlidka

 

Złoty strzał w Góry Sowie.

Nasz spacer po głównej atrakcji wyjazdu nie przyniósł zadowalających efektów, bo było szaro. Chmury zamiast pierzastych pelerynek wdzierających się w skały zmieniły się w mgłę. Opuszczając czeski rewir widziałem co dzieje się na horyzoncie. Słońce kładło się, a wraz z nim chmury zwiastując inwersję. Przewertowałem pamięć w poszukiwaniu wybitnych punktów widokowych w okolicy do których dostęp z auta jest w miarę szybki i przypomniałem sobie o Kalenicy (964). W Górach Sowich miałem przyjemność stawiać swoje pierwsze skiturowe kroki kilka dobrych lat wstecz i wtedy też zapadła mi w pamięć Kalenica na której szczycie znajduje się wieża widokowa. Dojście na sam szczyt z parkingu na przełęczy Jugowskiej zajmuje niespełna godzinę, a na samym szczycie znajduje się wiata dająca dobre schronienie aby doczekać do wschodu.

Kalenica. Zmierzch i Karkonosze.

Panie i Panowie. Przed Państwem wschód słońca.

O 4:30 weszliśmy na wieżę. To co działo się wokół nas było najwspanialszym spektaklem wyreżyserowanym przez słońce w którym główną rolę grały chmury. Nie sposób rozpisywać się tutaj nad wspaniałymi widokami, to komentują zdjęcia… (na dole wpisu pełna galeria!!!)

Z żalem opuszczaliśmy szczyt Kalenicy, ale poprawiliśmy sobie nastrój kawą i ciastkiem w schronisku Zygmuntówka, które serdecznie polecamy i pozdrawiamy! Jako, że kolega posługiwał się sprzętem Can-not to od kilogramów noszonych słoików popsuł sobie kolana. Pomyślałem więc o jakimś lekkim spacerze w miarę cywilizowanym miejscu. Szczeliniec Wielki. W zasadzie nigdy tam nie byłem, więc dlaczego nie?

Słońce – reżyser.

Porównanie. Warto je mieć.

A no dlatego, że szybko zweryfikowałem swoje poglądy. Teraz już wiem, że moja stopa więcej tam nie postanie. Karłów z którego rozpoczyna się szlak na Szczeliniec to nic innego jak sudeckie Krupówki.

Kawowa dygresja: Karłów to idealne miejsce dla smakoszy kawy 3w1 za 7zł (2 eur). Tyle kosztuje kawa w każdym miejscu Austrii i jest kawą z ekspresu. U nas dajesz 2 euro i Pani bez skrupułów na Twoich oczach zalewa podłą 3w1.

Trasa na szczyt to wykute, bądź wybetonowane schody ogrodzone barierkami, co sprawia, że czujesz się jak w ZOO lub ogrodzie botanicznym. Przy wejściu widnieje informacja jakoby owy szlak miał przebieg jednokierunkowy. Nadmienię, że w tym miejscu nie ma mowy o opłatach. W atmosferze kebaba i kremu do opalania brniemy w tłumie 20 min (czasówka 40). Na szczycie witają nas parasole, rollbary z piwem oraz atmosfera rodem z parafialnego odpustu. W tym miejscu już właściwie nie ma mowy o górskim charakterze wycieczki. Ale to nic! Za rogiem schroniska stoi długa kolejka do kasy, aby zejść “drugą stroną”… szla(g)k mnie trafił. Doskoczyłem do barierki punktu widokowego, aby strzelić kilka fotek i…

bozanov
Bożanovsky Spicak (773) ze Szczelińca (919)

…ujrzałem wczorajszy Bożanowsky Spicak. Może nie był on jakoś szczególnie dziki i odludny, ale taki zwyczajny – górski. Bez tłumów, ale z czeskimi harcerzami, bez tego tałatajstwa rodem z odpustu, ale z kulturalnymi wiatkami i miejscem na ognisko. Łezka w oku się zakręciła. Jak to się stało, że oddalone od siebie o kilka kilometrów tożsame atrakcje przedstawiają się w tak kontrastującym turystycznym kontekście? Pytanie pozostawiam otwarte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *