L O A D I N G
blog banner

Podróże teoretyczne

na skróty

Niechybnie nadchodzi moment, w którym będziemy musieli zapomnieć o dalszych podróżach, a może i nawet o tych bliskich. Zadałem sobie dziś pytanie jak produktywnie wypełnić ten czas, który wcześniej na te właśnie podróże poświęcałem. Pod koniec tych rozmyślań bardzo odbiegłem od postawionego sobie pytania. Myślami zawędrowałem w bardziej filozoficzną rolę, którą odgrywają wędrówki w moim życiu.

Do spełniających się marzeń łatwo jest przywyknąć.

Możliwości, które dotychczas mieliśmy wydawały się oczywiste i nie przywiązywaliśmy do nich większej wagi. To, że urodziliśmy się w kraju którego „siła paszportu” jest tuż za pierwszą dziesiątką było po prostu oczywiste. W kraju, którego statystyczny obywatel może pozwolić sobie na wyjazd za granicę. Ot tak, choćby na weekend. Przypomniałem sobie, że całkiem niedawno puszczałem tekst o Alpach Kamnickich w weekend i przeszło mi przez myśl, że z perspektywy tych paru miesięcy może się on okazać łabędzim śpiewem. Wiele dzieje się w ostatnich dniach. Wpadając w wir informacji docierających z całego świata, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pewna epoka ma się ku końcowi, gdyż w większości szargają nami negatywne emocje. Czy faktycznie jest aż tak źle?

Gdzie by tu zasiąść i pokontemplować?

„Góry uczą pokory”

Najlepszym znanym mi dotąd sposobem na radzenie sobie z „przeciążeniem defetyzmem” był wyjazd z dala od tego całego zgiełku. Czasami sam siadałem w pociąg i wyruszałem gdzieś w góry, aby usiąść na pieńku i rozejrzeć się wokoło. Myślałem wtedy: jacy My wszyscy pędzący w życiu codziennym jesteśmy mali. Dostrzegałem jak razem z perspektywą maleją problemy, ponieważ ich rozwiązanie nie tylko wymagało spojrzenia z szerszej perspektywy w przenośni, ale i dosłownie. Mogłem siedzieć tak godzinami i rozglądać się po dolinach wypatrując pojedynczych chałup, w których toczy się czyjeś inne życie. Ale czy – i jak bardzo – inne? Przecież to taki sam człowiek jak Ty, czy ja. Zapewne ma własne problemy, być może znacznie gorsze od moich. Jak wielu ludzi cierpi na nieuleczalne choroby? Jak wielu ludzi na świecie nie ma zwyczajnie co włożyć do garnka? Ktoś właśnie ginie w zamachu, albo ulega wypadkowi. Często z kolejnym łykiem ciepłej herbaty rozgrzewała mnie kojąca myśl.

Ale ja mam szczęście!

Jakim ja jestem cholernym szczęśliwcem! Jakie przyszło mi przeżywać cudowne życie! Siedzę sobie beztrosko na tym ściętym pniaku i podziwiam piękno tego świata. Wrześniowe słońce ma się już ku zachodowi, dym z kominów zaczyna spowijać doliny. Na niebie nieśmiało pojawiają się pierwsze gwiazdy, a ja zajadam się konserwą turystyczną. Moim największym problemem jest brak drewna na ognisko, gdyż tak się zasiedziałem.

Esencja. Szum lasu i trzask ognia.

To jakby wygrać w totolotka?

Szukamy szczęścia. To nieco taki slogan życiowy każdego z nas. Jedni organizują imprezy, bo kochają towarzystwo ludzi, inni budują wymarzony dom, a jeszcze inni grają w „totka”. Tylko czy zastanawialiście się, kiedy już to osiągniecie, czy będziecie naprawdę szczęśliwi? Czy to do Waszego szczęścia jest potrzebne? Może wystarczy spojrzeć za siebie i docenić to co już macie? Myślę, że mam cholernie dużo szczęścia, że mogę w tym momencie pisać ten tekst. Choćby z tego niby błahego powodu jestem przeszczęśliwy, ponieważ reflektuje mnie on jak bardzo dobrze mój los wypada na tle innych. Dokładnie jak siła polskiego paszportu z pierwszego akapitu każe mi patrzeć nie na te kraje, których obywatele mają ułatwione podróżowanie, ale na ten ogrom ludzi którzy mają trudniej. Tak, mogę powiedzieć, że wygrałem w swojego totka. Czy mam na to jakąś radę?

W myślach cofnąć czas

Choć aktualnie wszystko wskazuje na to, że nieprędko zasiądę znów na pieńku, to jednak cieszę się, że mogłem to do tej pory robić. Nawet jeśli ten stan będzie trwał jeszcze długo to wiem, że dzięki temu mam dystans do siebie i pokorę. To buduje siłę stanowczo zwalczającą użalanie się nad sobą. Miło było spędzić te wszystkie chwile z pięknymi widokami, które zostały w mojej pamięci, a niektóre z nich dodatkowo zmaterializowałem zdjęciem. Dlatego warto czasami wrócić do starych zdjęć w czasach, kiedy tych nowych raczej przybywać nie będzie. Spróbować dostrzec na kliszach nie to ile właśnie tracimy, ale to jak wiele było nam dotychczas dane. Budować w sobie dystans, pokorę i nadzieję. Nadzieję nie na lepsze jutro, ale na jutro, które będzie chociaż takie samo jak wczoraj, bo może właśnie TERAZ jest po to, żeby docenić pokornie WCZORAJ.

Z górskim pozdrowieniem kilka fot do kontemplacji~!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *