L O A D I N G
blog banner

Pilsko (1557). Arktyczny płaskowyż.

na skróty

Zima 2019/2020 nie należy do tych pamiętnych jak choćby ta z roku 2012, kiedy to przez tydzień utknąłem na Pietraszonce. Ponad dwumetrowy opad odciął wtedy od świata wiele beskidzkich przysiółków. Czy to globalne ocieplenie, czy zwyczajnie słabsza zima? Nie wiem. Wiem jedno, jaka zima taki „Warun sezonu”. Można spekulować czy drugi weekend lutego 2020 nim był. Ja zakładam (obym się mylił!), że lepiej w tym sezonie już nie będzie.

Wyjazd zaczynamy od szpejenia się w wypożyczalni, gdyż załoga poza mną nie posiada swojego sprzętu skiturowego. Pakujemy się w czwórkę ze sprzętem do auta i po chwili jesteśmy już na parkingu pod Smrekiem. Z tego miejsca często zaczynały się organizowane przeze mnie w ramach Kursu Turystyki Wszechstronnej wyjazdy skiturowe, więc mam spektrum porównawcze warunków śniegowych w tym rejonie.

słońce w krzakach
Pięknie skrzy się wiosenne słońce

Zapowiada się wyjątkowo dobrze, gdyż możemy zacząć foczenie dosłownie od wyjścia z samochodu. Startujemy około 9:10 podążając drogą wgłąb doliny. Słońce prześwietla się przez korony świerków, z których wiatr strąca mieniące się płatki śniegu. Jest bajecznie. Po kilkunastu minutach schodzimy z drogi w lewo, by po chwili przekroczyć wąską kładką potok Buczynka. Od tego miejsca szlak wznosi się powoli północnymi zboczami Szlakówki osiągając grzbiet przy trasie narciarskiej nr 6. Na tym odcinku ścieżka jest dosyć wąska i przecina liczne cieki wodne, które wymuszają na nas przenoski. Mimo, że jak wspominałem, można pokusić się o miano „warunu sezonu” to zwyczajnie sezon jest kiepski i w niższych partiach śniegu jest zbyt mało aby przykryć cieki wodne i co większe kamienie.

migoczący pył śnieżny
Wiatr kłębi poderwane płatki śniegu

Przed samym odbiciem na grań ścieżka przechodzi w szerszą drogę stokową rokującą na dobry zjazd. Zresztą takich szerszych płajówek szlak w swoim biegu przecina kilka. Po dojściu do trasy narciarskiej skręcamy w prawo. Podchodzimy jej lewą stroną, aby bezpiecznie unikać pędzących narciarzy. Do schroniska na Hali Miziowej docieramy ok. 11:40 przy pierwszych podmuchach skłaniających do refleksji o sensowność wyjścia na szczyt. Przepiękna pogoda przyciąga tłumy i schronisko wypełnione jest po brzegi. Cały proces zamówienia, odbioru i zjedzenia zajmuje nam ponad półtorej godziny. Opuszczając mury hotelu górskiego nie nosimy się z zamiarem zdobycia szczytu Pilska, gdyż nastawiliśmy się na zjazdy poza trasami narciarskimi.

Pewność kroku w stronę Uszczawnego nie trwa długo. Piękna aura nie pozwala mi pogodzić się z myślą, iż tym razem nie wejdziemy na szczyt. Po kilku minutach przekonuję kompanów i ruszamy w kierunku kopuły szczytowej.

skiturowcy na śniegu
Nie jesteśmy sami

Od górnej stacji wyciągu zrywa się porywisty wiatr, który wydmuchuje z nas nadprodukcję ciepła. Porywa on ze sobą drobinki lodu i śniegu, które zaczynają wirować wokół kępkek kosodrzewiny i skarłowaciałych świerków. Przepiękny spektakl dający wrażenie jakby stąpało się po ogromnej kaskadzie burzliwej  śnieżnej rzeki. Od Góry Pięciu Kopców do szczytu praktycznie cały czas czołowo zderzamy się ze swego rodzaju piaskarką. Te przemysłowe działają następująco: siła rozpędzonych sprężonym powietrzem drobinek piasku czyści metalowe elementy. Ta na Pilsku jest raczej przeznaczona do odnowy biologicznej i wykonuje nam peeling twarzy. Tracąc mnóstwo czasu na zdjęcia i filmowe kadry osiągamy Pilsko o 14:15.

człowiek w zamieci
Wiatr nie odpuszcza

Kopuła szczytowa Pilska jest szczególnie wredna dla naszej orientacji,  zwłaszcza w trudnych mglistych warunkach. Perfekcyjna symetria ukształtowania terenu, który zdaje się w każdą stronę tak samo lekko opadać oraz jednolitość otwartego terenu pokrytego kępkami kosówki i karłowatych świerków. To wszystko sprawia, iż nie mamy możliwości oceny kierunku w którym się przemieszczamy, a co dopiero miejsca w którym się znajdujemy. Patrząc na mapę można wykreślić okrąg wokół najwyższego punktu Pilska (bo ciężko to nazwać szczytem) o promieniu 150m w którym prawie każdy metr kwadratowy nie będzie jakoś szczególnie charakterystyczny.

mapa
Kopuła Pilska

Przemarznięci nie decydujemy się na zdejmowanie fok i zaczynamy zjazd w pełnym rynsztunku. Ola i Błażej zostają nieco z tyłu próbując opanować obsługę splitboard’u. Przed 15 spotykamy się znów na Miziowej i po szybkiej kalkulacji decydujemy się zmienić plany. Wejście na szczyt zajęło nam sporo czasu i energii. Obieramy kurs na powrót trasą narciarską w kierunku Szlakówki. Tam Błażej z dziewczynami zjedzie po boisku do Kamiennej, a ja postaram się jakoś przebić z powrotem do doliny Buczynki po samochód, aby po nich wrócić.

Widok na Tatry
Widok na Tatry

Rozstajemy się poniżej zabudowań pol. Buczynka. Mój zjazd zaczyna się wzdłuż starego orczyka, następnie odbija w las gdzie przechodzi w głęboką zrywkową rynnę. Cały dzień na południowych stokach opierało się słońce, a wiatr przywiał ocieplenie. Śnieg zrobił się ciężki. W rynnie ciężko o normalne kręcenie, a jazda pługiem wyrywa z butów. Dostaję mocno w kość. Przez głowę przechodzi mi czarny scenariusz, że będzie tak już do końca. Na szczęście docieram do zbawiennego płaju, który odbija w lewo i tuż po przekroczeniu nim grzbietu wkraczam w inną strefę klimatyczną. Północne stoki są zmrożone, a szeroką drogę pokrywa przyjemny gips. Niebawem przecinam żółty szlak, którym podchodziliśmy i zjeżdżam na samo dno doliny gdzie wypadam wprost na znany mi już z podejść na Halę Górową plac zrywkowy. Dalszy zjazd drogą aż do skrzyżowania z niebieskim szlakiem jest kwintesencją przyjemności narciarskiej. Niestety masówka turystyczna niszczy tą sielankę, bo od wspomnianego skrzyżowania droga posypana jest węglowym żużlem, który bez ostrzeżenia wgryza się w ślizgi moich nart. O 15:50 melduję się przy samochodzie.

Na skróty

Trasa i Czas: Zajazd Smrek – 2:30 – Hala Miziowa – 1:00 – Pilsko 0:35 Hala Miziowa – 0:30 – Szlakówka – 0:20 – Zajazd Smrek

Trudności: Całodniowa skitura wymagająca zwyczajnej przyzwoitej kondycji. Przy złych warunkach pogodowych trudna orientacja w kopule szczytowej.

Podsumowanie: Masyw Pilska to zdecydowanie jeden ze skiturowych klasyków. Kusi swoją wysokością dzięki której warunki utrzymują się dłużej niż w innych partiach Beskidów dając przy tym dosyć duży areał obszaru przekraczającego 1000 m n.p.m. Kumulacja masywu przy złej pogodzie robi się niebezpieczna, gdyż ze względu na ukształtowanie terenu, oraz brak zalesienia można łatwo stracić orientację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *