L O A D I N G
blog banner

Morawskie wrota. Od Sudetów po Karpaty w jeden dzień.

na skróty

Naszą wycieczkę rozpoczynamy wieczorem w okolicach Frydka Mistka, gdzie oczywiście zgodnie z zakazem biwakowania obowiązującym u naszych południowych sąsiadów udajemy się na płatne pole kampingowej „Autokamp Olesna”. Już biegliśmy do kasy zapłacić za namiot 235 CZK, ale jakoś tak się zasiedzieliśmy w aucie, że przesiedzieliśmy do rana na parkingu. 

O poranku pojechaliśmy pod sam zalew Olesna, który o tej porze roku oblegany jest jedynie przez wędkarzy. Samo miejsce sądząc po bardzo rozbudowanej infrastrukturze rekreacyjnej latem musi być oblężone przez Frydko-Mistkowych plażowiczów. Dookoła jeziorka jest 5cio kilometrowa trasa rolkarska, wiele ścieżek spacerowych, lodziarni, placów zabaw, plaż i wszystkich uciech niezbędnych do pozamiejskiego wypoczynku. 

Hrad Hukvaldy
Hrad Hukvaldy

Zapach kawy i ryb w powietrzu obudził nas stanowczo i wyruszyliśmy w kierunku naszego pierwszego punktu dnia dzisiejszego. Hrad Hukvaldy, bo o nim mowa góruje nad miejscowością o tej samej nazwie. To urokliwe miejsce, które same w sobie byłoby super gdyby nie wszechobecne zakazy parkowania i jeden płatny parking. Porzuciwszy samochód 500m za wsią ruszyliśmy na zamek otoczony przez ogród w stylu angielskim. Ten styl prowadzenia parków wyraża się pierwotnym naturyzmem. Właściciel wydziela kawałek naturalnego lasu, stawia płot a teren wewnątrz nazywa parkiem. Przezeń zaś wytyczono ścieżkę edukacyjną, której jedną z atrakcji jest drewnofon – urządzenie do porównywania gęstości różnych gatunków drewna za pomocą fal dźwiękowych. W parku spotkać możemy jelenie, sarny i sprowadzone przez hrabiego muflony. Sam zamek zajmuje szczytową partię wzgórza i ma powierzchnię 450ha, a obwód jego murów wynosi ok 800m. Pierwsze wzmianki o jego istnieniu pochodzą z połowy XIII w. Wstęp jest płatny 90CZK/os. Z racji braku czasu odpuszczamy sobie bilety i zwiedzamy jedynie pierwszy dziedziniec. W drodze do następnej atrakcji mijamy muzeum motoryzacji marki TATRA, które w deszczowe dni może być fajną alternatywą dla zwiedzania okolicy.

Stramberk
Stramberk

Stramberk, bo to do niego następnie się udaliśmy, był tym ciekawszym do odwiedzenia miejscem, któremu postanowiliśmy poświęcić najwięcej czasu. Bardzo przytulne miasteczko wita nas wszechobecnymi zakazami parkowania, bądź parkingami tylko dla osób posiadających zezwolenie (A2+R2). Udaje się nam pozostawić auto pod wejściem na górę Kotouc (poza sezonem parking chyba darmowy), gdzie znajduje się Jaskinia Spika. Jaskinia słynie ze znalezisk świadczących o obecności neandertalczyków sprzed 32 tys lat! Choć swymi rozmiarami ani wyglądem nie powala to fakt przebywania w miejscu owianym duchem prehistorii robi wrażenie. Szczyt wzgórza Kotouc (511m) od strony południowej został rozebrany pod wyrobiska skalne, dzięki czemu rozpościera się z niego ładna panorama na Beskid Śląsko-Morawski. 

Jednak to nie jaskinia jest dla nas istotą Straberka, a jego piękny rynek o cechach późnobarokowo-klasycystycznych na którym planujemy kawę i Sztramberskie uszy. Te wypiekane z piernikowego ciasta w kształcie uszu miejscowe smakołyki zostały zarejestrowane jako pierwszy produkt regionalny w całej Republice Czeskiej. Podawane są, albo saute albo z różnymi dodatkami w postaci orzechów lub czekolady. Legenda głosi, ze wzięły swoją nazwę od znalezionych przez miejscowych mieszkańców posolonych uszy chrześcijan zabitych przez tatarów. 

Widok z Truby
Widok z Truby

Z rynku udajemy się na tzw. Trube, wieżę, będącą pozostałością po zamku Stramberk. Z jej szczytu rozciąga się widok na miasteczko, okolicę i pobliskie pasma Beskidu. Wstęp na wieżę 40CZK.-warto

Po obiedniej przerwie na kofolę i inne czeskie specjały zawitaliśmy jeszcze do dawnego kamieniołomu. Urządzono w nim mini arboterum botaniczne z kilkoma stawikami, jaskinią głęboką na 55m (niedostępna), oraz ścieżką spacerową. Na ścianach kamieniołomu jest kilka obitych tras wspinaczkowych, które z pewnością mogą być ciekawym sposobem na przedłużenie pobytu w tych rejonach.

Kamieniołom w Stramberku
Kamieniołom w Stramberku

Stramberk żegna nas popołudniową falą turystów, więc czmychamy w kierunku finału naszej wycieczki – Wielkiego Jawornika. Pierwsze podejście od Verovic jest nieudane, ponieważ szlak zaczyna się znacznie wcześniej niż przewidywaliśmy, a to oznaczało, że nie starczyłoby nam czasu na wejście i zejście ze szczytu. Kolejna próba od przysiółka „Pod Javornikiem” będącego dzielnicom Frensztatu kończy się powodzeniem. Dość wysoko udaje nam się podjechać drogą prowadzącą do schroniska i spacer na sam szczyt zajmuje nam niewiele ponad 40 minut. 

W schronisku spotykamy się z Szymonem, Agnieszką i Olafem. Pijemy Radegasta po 38CZK i herbatę za 30 CZK. Wstęp na wieżę widokową jest bezpłatny, a sama wieża schludnie wkomponowana w górski krajobraz. Przy dobrej przejrzystości widoki muszą być naprawdę obszerne. Sam Wielki Jawornik jest najdalej na wschód wysuniętym szczytem Karpat przekraczającym 900 m n.p.m., co daje nam nietypową panoramę na Beskid Śląsko-Morawski, a jednocześnie stanowi go doskonałym punktem widokowym na Wysoki Jesenik i Sudety Zachodnie.

Beskid Śląsko-Morawski z Jawornika
Beskid Śląsko-Morawski z Jawornika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *