L O A D I N G
blog banner

Kazachstan. Odyseja kosmiczna Tuyuk Su.

na skróty

W Azji wszystko jest “balszoje”. Ałmaty ze względu na bliskość wysokich gór moglibyśmy porównać do naszego rodzimego Zakopanego. Położone u stup Ałatau Zailijskiego będącego częścią Tienszanu, są ogromną aglomeracją w której mieszkają prawie dwa miliony ludzi. Sam Alatau Zailijski rozciąga się na obszarze 400km. To tak jakby cały GOP leżał u stóp gór, które zaczynałyby się w Bielsku, a kończyły w Toruniu. Niewyobrażalna przestrzeń!

Ałmaty

Mimo to w góry można dotrzeć miejskim autobusem. Komunikacja w Ałmatach działa na wysokim poziomie. Wszystko znajdziemy w jednej aplikacji na smartfon. Autobusem nr 12 docieramy z centrum miasta do Medeu (1691 m n.p.m.). Znajduje się tu stadion zimowy i zarazem
najwyżej położone na świecie otwarte lodowisko. Z tego miejsca przesiadamy się do busika, który dowozi nas do Szymbulak’a (ok. 2300m), który to jest z kolei kompleksem wyciągów narciarskich. Odcinek ten możemy pokonać również kolejką gondolową, jednak cena jest zaporowa.

W tym miejscu kończy się droga asfaltowa i rozpoczyna się trekking w głąb doliny Tuyuk Su. Po kilkudziesięciu minutach docieramy do Alpinłagru należącego do miejscowego klubu wspinaczkowego. Obóz złożony jest z 3 obiektów drewnianych (w tym stołówka), kilku namiotów bazowych i podestów pod namioty przybyszów. Warto tutaj nadmienić, że częstym gościem tych okolic był Denis Urubko, który szlifował sobie formę na pobliskich czterotysięcznikach. Jest on współautorem mini przewodnika wspinaczkowego, który można przestudiować na stołówce. Tam też jesteśmy uraczeni gościną pani Heleny, która serwuje nam na śniadanie przepyszne “pampuszki”.

Alpinłagier TuyukSu

Pierwsze kroki kolejnego dnia uświadamiają nas, że nasze plecaki ważą dużo. Za dużo. Po kilkunastu minutach marszu… a raczej słaniania się na nogach udaje nam się złapać stopa! Dziewczyny i plecaki wskakują do terenówki, a my z lekkością kroku już po półtorej godziny meldujemy się na wysokości 3000m gdzie ulokowana jest baza wojskowa. Jest to główny punkt wypadowy wszyskich ekip działających w kotle lodowca Tuyuk Su. Stąd możemy wybrać się na kilka zróżnicowanych pod względem trudności szczytów przekraczających cztery tysiące metrów. Do najprostszych należą:  Pik 28 Gwardzistów Panfiłowa (4120 m n.p.m.) oraz Pik Młodzieży (4103 m n.p.m.) .

Pik 28 Gwardzistów Panfiłowa (4120 m n.p.m.)

Tego samego dnia postanawiamy zrobić sobie aklimatyzację. Na swój cel wybieramy stację glacjologiczną. Zdaje się być opuszczona, co jest kuszącą wizją noclegu w przypadku ataku na Pik Młodzieży.

Wieczorem zaczyna się psuć pogoda. Wiedzieliśmy, że lipiec to nie jest najtrafniejszy okres na wyprawy wysokogórskie, ale plany urlopowe były takie, a nie inne. Z resztą nie tylko w po to przyjechaliśmy do Kazachstanu.

I tak w myśl zasady “jakoś to będzie” siedzimy już kolejną godzinę ulewy w namiocie przy temperaturze ledwo przekraczającej zero. Po południu pogoda nieco się poprawia, więc nie marnując czasu idziemy na rekonesans w kierunku jez. Masznuk Mametowa leżącego u podnóża Piku Panfiłowa. Nad samym jeziorem co warte zapamiętania znajduje się awaryjny barak biwakowy.

Jezioro Masznuk Mametowa

Wprawdzie sam spacer jest przyjemny to wyjście ze “strefy komfortu zielonej trawki” budzi niepokój. Zbliżając się do jeziora skały wokół zaczynają rosnąć w oczach. Moreny usypując się co chwila kroczą bo bezdusznym dnie doliny. Cisza. Ciurkający lodowiec uosabia biały szum tej małej przestrzeni kosmicznej przerywany jedynie świstem i łoskotem spadających  jak asteroidy kamieni. Małość człowieka w cieniu olbrzyma. Piękno i zachwyt nad jego majestatem. Bezsilność i strach w obliczu lichości człowieczej postaci. Wszystko wokół zdaje się być martwe. Skała, lód, woda. Mimo to góry żyją, tylko śpią. Czasami przebudzają się przewracając się z boku na bok, strzepują trochę łupieżu z moreny, albo zmiatają z nosa kilkutonowy okruszek, który ginie w bezkresnej przestrzeni doliny.

Teraz już wiem skąd ironiczny śmiech rosyjskich wspinaczy na wiadomość o naszej sprzętowej nagości. “Tylko koszki?”

Beznadzieja w namiocie

Wracamy. W zasadzie to już wiemy, że Panfiłow pozostanie nietknięty naszą stopą. Dał sygnał: bez kasku nie podchodź. O 20 znów burza, w nocy śnieg, rano deszcz i tak do 14. To staje się już schematem. Kolejny dzień w namiocie. Postanawiamy spróbować sił na Piku Młodzieży, który zdaje się być bardziej “koszkowy” niż skalisty Panfiłow. Postanawiamy przenieść się do odwiedzonej wcześniej stacji glacjologicznej kolejnego dnia. Beczki wydają się bezpieczniejsze niż namioty w trakcie burzy.

Stacja Glacjologiczna

Spędzając znów cały dzień w namiocie przeczekując burzę realizujemy plan i późnym wieczorem docieramy do stacji. Tym razem okazuje się, że jest tam jakiś naukowiec, który jednoznacznie daje nam do zrozumienia, że do beczek wstęp wzbroniony. Sytuacja robi się beznadziejna, bo znów zbiera się na burzę. Po kilkukrotnych negocjacjach wskazuje nam niewielkie poletko piasku na skalistej morenie lodowca, gdzie sugeruje nam rozłożenie namiotów.

Ekstra. Jesteśmy na wysokości ok.3500, nic nas nie osłania i na niebie kłębią się chmury. Pierwsza burza. Zostajemy zalani. Noc. Kilka burz przechodzi w pobliżu, ale jedna z nich zaklinowuje się kotle lodowca. Pioruny walą wokół, błysk – grzmot, przerwy brak. W zasadzie to na tej wysokości jesteśmy bardziej “w burzy” niż pod. Wszystko wokół daje nam do zrozumienia, że nie jesteśmy tu mile widziani. Przerażenie, bo już nie strach, nie pozwala zasnąć prawie całą noc. W zasadzie to już się ze sobą żegnaliśmy. Amen.

Poranek na morenie. Pik Młodzieży (4103 m n.p.m.)

Poranek wita nas przepiękną pogodą i choć przyrzekałem, że jeśli tylko przeżyję to uciekam do cywilizacji to piękno wokół nie pozwala tak łatwo rezygnować. Bierzemy tylko parę batonów wodę i raki. Dochodzimy do przeł. Młodzieży na wys . ok 3850. I znów, ten sam schemat. Chmury znikąd. Nagle, w przeciągu kilku minut niebieskie niebo znika. Mam dość wrażeń. Zarządzamy odwrót do miasta.

Szczyty okalające lodowiec Tuyuk Su

Gdy zeszliśmy do namiotów, rozpogodziło się. Tego dnia wyjątkowo nie było burzy przez cały dzień. Trudno. Zmieniamy rejon na bardziej przyjazny.

c.d.n…

Na skróty

Trasa i Czas:

Dzień 1: Szymbulak – Alpinłagier ok. 45 min.
Dzień 2: Alpinłagier – baza (3000m) ok. 2h; Baza – Stacja glacjologiczna 1:30h
Dzień 3: Baza – jez. Masznuk ok. 2h
Dzień 4: Baza – Stacja 2h
Dzień 5: Stacja – przeł. Młodzieży – ok. 1:30h. – Zejście do Szymbulaka 4h

Trudności: Jeśli planujesz wejść na którykolwiek ze szczytów to musisz mieć ze sobą niezbędny sprzęt. Raki, czekan, lina, uprząż, kask itd. oraz konieczne doświadczenie w posługiwaniu się tym sprzętem. Jeśli jednak chcesz jedynie wybrać się na trekking to wystarczą dobre górskie buty, namiot i śpiwór puchowy, lub inny z komfortem w okolicy zera.

W skrócie: Dolina Tuyuk Su to mimo lekkiego zatłoczenia wspinaczy warty odwiedzenia rejon. Można tu odczuć na własnej skórze działanie lodowca. Absolutnie nie można porównać tych gór do ucywilizowanych Alp. Dziewiczy kontakt z surową naturą robi piorunujące wrażenie (szczególnie w kontekście letnich burz).
Te góry wciąż się tworzą i nie można tego ignorować. Wszystko się sypie, a ścieżki na piargach z każdym sezonem z pewnością zmieniają bieg. Właśnie ten duch unoszący się w tej surowej dolinie zachwyca swym majestatem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *