L O A D I N G
blog banner

Jeśli nie Kościelec to…? Kasprowy Wicher!

na skróty

Hej! Jedźmy na Kościelec, w końcu mogę się na nim odegrać! Jak to odegrać? Już kilkukrotnie podejmowałem próby wejścia na ten przeklęty szczyt i zawsze coś musiało pójść nie tak.

Męki Tantala

Tak rozpoczęły się plany wyjazdu, któremu poświęcę krótki wpis, a akcja jego toczyła się niespełna dwa miesiące temu. Jak to mówią, każdy ma swój Everest. Niektórym dane jest go zdobyć, innym nie. Jeszcze inni podchodzą do niego bez skutku, wiele razy, mimo, że jest spora grupa takich, którzy wychodzą tam spacerowo. Czy coś takiego jest w Kościelcu? Jakiś przeklęty mistycyzm? Dlaczego tak bardzo nadepnął mi na odcisk i cierpię, gdy nań patrzę męki Tantala? Kurna, Halyna nie wiem. Wiem, że tyle błędów i głupich decyzji, które wielokrotnie popełniałem próbując zdobyć tą przecież nienajtrudniejszą górę nie zrobiłem w żadnym innym miejscu. Tak było również niespełna miesiąc wcześniej, kiedy to zdecydowaliśmy się odłączyć od naszej głównej grupy i podejść na Karb zupełnie z (za przeproszeniem) dupy strony. Inaczej nazwać tego nie można, a sytuacja w której bezsensownie się znaleźliśmy godnie zasługuje na miano “dupy”. Z pewnością będę chciał rozłożyć na części pierwsze sztampowe błędy, które zdarzyło mi się popełnić, ale to w osobnym wpisie, gdzie znajdzie się sporo o Kościelcu.

Cień wielkiej góry. Kościelec (2155).

Not today

Podchodziliśmy w kierunku Murowańca od strony Brzezin szlakiem, który mimo, że jest mozolny pozwala na dotarcie do serca Doliny Gąsienicowej w najkrótszym czasie. Wiatr strącał czapy śnieżne ze świerków powodując zawieruchy w których niewiele było widać. Świeży opad śniegu połączony ze wzmagającym się wiatrem oznaczał odkładanie się znacznych depozytów od północnej strony grani. Dokładnie od tej strony planowaliśmy podejście na Karb, by dalej wspiąć się na Kościelec. Kiedy dotarliśmy do Murowańca w zasadzie już wiedzieliśmy, że próba wejścia na Kościelec będzie zbędnym ryzykiem. Zagrożenie lawinowe rosło w oczach, do tego coraz bardziej wzmagał się wiatr, który będzie utrudniał orientację i poruszanie się. Z drugiej strony nie chcieliśmy zmarnować wyjazdu i zdecydowaliśmy się na alternatywę w postaci Kasprowego Wierchu.

Zmagania z wiatrem
Zmagania z wiatrem

Niebezpieczna bajka

Decyzja okazała się jak najbardziej słuszna, gdyż wszystkie nasze przewidywania zmaterializowały się spadając na nas z hukiem pociągu towarowego kiedy tylko znaleźliśmy się powyżej linii drzew. Huraganowy wiatr wzbijał tumany drobnych lodowych igiełek, które wbijały się w oczy (oczywiście, każde z nas zapomniało gogli) uniemożliwiając patrzenie na drogę. Taktyka sprowadzała się do pokonania kilkunastu kroków i sprawdzania drogi. Po pewnym czasie, już ponad dolną stacją wyciągu narciarskiego, intensywność zadymki powodowała, że ślady osób, które były przed nami zaledwie kilkadziesiąt metrów kompletnie ginęły w przewianym gipsie. Niecodzienne warunki dały niecodzienny krajobraz, który zdawał się zaskakiwać dynamizmem. Niby bajkowo, beztrosko, ale oczywistym było, że bardziej złowieszczo. Góry dziś nie chciały nosić na sobie turystów i pokazywały to z każdym podmuchem miotając wiotkie ciałka po śnieżnej tafli.

ludzie upadajo
Wiatr na grani zwala z nóg.

 

Gdy dotarliśmy na szczyt udało nam się jako jednym z ostatnich wejść do górnej stacji kolejki linowej. Kilka chwil później kolejka była zamykana, a goście wypraszani. Wiatr w porywach osiągał 130km/h.

Dolina Gąsienicowa
Dolina Gąsienicowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *