L O A D I N G
blog banner

Głównie Szliśmy Błotem. GSB 2011.

na skróty

Głównie Szliśmy Błotem. Co prawda to nie jest rozwinięcie skrótu GSB, ale zdecydowanie w naszym przypadku mogłoby być. Moje pierwsze podejście do Głównego Szlaku Beskidzkiego było w 2011 roku tuż po powrocie z trekkingu w ukraińskiej Czarnohorze. W zasadzie to był ten sam wyjazd i to chyba był pierwszy błąd. O kolejnych dowiecie się wraz z rozwojem tej historii.

Zaczyna się druga połowa lipca, a my leczymy blazy i oczekujemy na przybycie naszych kompanów wędrówki. Nasza wąska „dwójka” rzeszowskiego PTSM wypełniona jest wiszącym praniem suszącym się przy otwartym oknie z którego widok mamy na rynek. Zbigniewem okoliczności szykuje się tam jakaś impreza, a wśród tłumów sączących piwko na placu przemyka jej główna gwiazda – Zbigniew Wodecki. Znamienity początek epickiej odysei…. I wszyscy: Tę pszczółkę…

wodecki
Wodecki na rzeszowskim rynku

Biesy i Czady

…zowią Mają… Otwieram oczy, budzi mnie telepanie gasnącego diesla Andorii starego Autosana H9. Kierowca wychyla się zza kierownicy: „Ustrzyki Górne – Kremenaros”. Szumi jeszcze pszczółka w głowie a tu człowiekowi każą wypełznąć z tym, no właśnie, ponad dwudziestokilogramowym plecakiem. Plecakiem kupionym na targu w Zabrzu. Fastandlight? Ja nieznaju. Zostawiamy plecaki u chłopaków w Kremenarosie, szukamy ukojenia pod parasolem, Leżajsk, regeneracja i start. Tempo o dziwo mamy zawrotne, robimy pętlę z Wołosatego przez Halicz, Tarnicę i jeszcze tego samego dnia, już w pełnym rynsztunku dochodzimy do Chatki Puchatka. Ten ostatni dzień pokonujemy w strugach deszczu, co stanie się regułą.

bieszczady
Bieszczadzkie połoniny. Po raz ostatni w słońcu.

Poranek wita nas mgłą. My, nie oglądając się za siebie (bo i tak nic nie widać) przemy bijąc ślepo kolejne kilometry. Temperatura odbiega od tych których spodziewalibyśmy się w lipcu. Jest chłodno, pada deszcz. W drodze na Fereczatą łapie nas potworna burza, która uniemożliwia wędrówkę. Skuleni pod pałatkami przeczekujemy piorunującą nawałnicę. To jedna z tych burzy, które będę pamiętał.

Późnym wieczorem docieramy do Lisznej, a w nocy do Cisnej. Minęliśmy pasmo Jaseł, przez które wiedzie główny szlak, gdyż błota było po pachy, lało, grzmiało i ogólnie… nie ma wystarczająco obelżywych słów w języku ludzi kulturalnych określających ten dzień. Jestem raczej z gatunku tych ludzi, którzy szanują góry, naturę i gardzą wandalizmem, ale po dotarciu na szczyt Okrąglika jedyne na co miałem ochotę to zlać go ciepłym moczem. Taki akt desperacji, bo wiecie, góry uczą pokory i ble, ble, ble..

okrąglik
Okrąglik

W tym momencie pragnę przypomnieć to co powiedziałem na wstępie. Jest połowa lipca. Okazuje się, że to jest nasz kolejny błąd. W lipcu w Bieszczadach pada. Dajemy sobie dzień restu. Część ekipy po przeanalizowaniu kilku zasadniczych błędów, choć między innymi naszego szaleńczego tempa postanawia, rozsądnie, wrócić do domu.

Nasza trójka ostańców łata dziury w stopach i ambitnie wyrusza dalej. Tego dnia pogoda okazała się wyjątkowo łaskawa, piękne słońce, dwadzieścia kilka stopni. Wspanialnie, gdyby tylko na tym odcinku szlaku było coś widać. Całe pasmo Wołosania jest gęsto zalesione buczyną karpacką. Należy znaleźć też pozytywne strony, jest tu dziko. O ile w Bieszczadach mimo parszywej pogody spotykaliśmy jeszcze jakiś turystów to tutaj można oddać się kontemplacji. Las, drzewo, kamień, o kolejne drzewo, jakaś górka, ta trochę stromsza, o ta mniej, o kamień… nurzący odcinek. Docieramy do jeziorek Duszatyńskich.  Niespecjalnie wyróżniające się jeziorko ma jednak ciekawą genezę. 13 kwietnia 1907 roku mieszkańcy wybiegli ze swoich domostw z przerażeniem. Ziemia zadrżała rozległ się huk niosący się po dolinie wprawiając w bicie dzwony okolicznych cerkwi. Niektórzy w panice pakują swój dobytek i ciekają do pobliskich wsi wietrząc koniec świata. Oderwał się znaczny kawałek Chryszczatej przegradzając koryto potoku Olchowaty tworząc trzy jeziorka. Duszatyn to miejsce na końcu świata. Gdyby tam założyć jakieś samozwańcze królestwo nawet nikt by nie protestował. Co więcej, nikt by się nie zorientował.

jeziorko_duszatyn
Jeziorko Duszatyn

Beskid N.

Późną nocą dochodzimy do Komańczy, która to miała okazać się centrum cywilizacji. Nic bardziej mylnego. Nic szczególnego tutaj nie ma. Na szczęście w schronisku nie jest drogo i dostajemy cały domek kampingowy na własność. 9 lat temu cena noclegu wynosiła 12zł.

Już w nocy słychać brzdęk kropel o blaszany dach. Nie no, przejdzie do rana – myślę. Nie przeszło.
W Komańczy kończą się Bieszczady, a zaczyna Beskid Niski. Wtedy (w 2011 roku) nikt jeszcze nie wiedział co to jest Beskid Niski. On nie istniał. To Bieszczady były dzikie, a Besk…. Właśnie, nawet najstarsi zakapiorzy nie wymawiali tych słów na daremno. My nie wiedzieliśmy z kim zadzieramy i to jeszcze w takich warunkach. Jeśli myślisz, że jesteś wielki, bo przeszedłeś już 1/5 GSB i to właściwie w 4 dni to już przy pierwszych metrach giniesz. Beskid Niski pokazał nam jacy naprawdę jesteśmy. Bezbronni i mali…

Beskid niski w gąszczu
Główny Szlak Beskidzki w Beskidzie Niskim

Ciągła ulewa zamienia drogi zrywkowe w bagna, w których grzęźniesz po kolana, a Twój plecak przeważa cię i leżysz. Ale to nic, spoko, przez pierwsze kilka chwil była chociaż droga. Później szlak wiedzie przez totalnie nieuczęszczany gąszcz. W tym momencie powinieneś wyciągnąć piłę, maczetę, albo chociaż kosę spalinową. Poruszamy się ultrawolno. Co chwila gubimy szlak, czekaj, co? Nie szlaku tutaj nie ma. Idziemy na oślep. W połowie dnia kontaktuję się z moim bratem, który nieustannie przekazywał nam prognozy pogody. Nie ma dobrych wieści. Ta parszywa pogoda potrwa jeszcze co najmniej tydzień.

W milczeniu patrzymy po sobie. Po kapturach naszych pałatek spływa ciurkiem woda, policzki są podrapane od gałęzi, a dłonie poparzone od pokrzyw i pokute ostrężynami. W butach mamy bagno.

To jest ten moment kiedy wiesz, że to już od dawna nie ma sensu. Obiecujemy sobie, że kiedyś dokończymy. W końcu w Rzeszowie kupiliśmy cygara do wypalenia na Równicy z plombą „NIE OTWIERAĆ PRZED 520km”. Dziś mija prawie dziewięć lat. Cygaro nadal czeka na stosowną okazję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *